Start arrow O Berneńskich Psach Pasterskich arrow Charakter i psychika berneńskich psów pasterskich
Charakter i psychika berneńskich psów pasterskich
Adam Janowski


Skoro chcemy sprawić sobie takiego psa, to musimy jeszcze odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Najważniejsze z nich brzmi: czy berneński pies pasterski pasuje do nas, a my do niego? Pytanie to w zasadzie jest pytaniem o charakter psów tej rasy.

Odpowiedź nie jest tu tak prosta, jak mogłoby się zdawać, bo charakter każdego psa składa się niejako z trzech elementów, których swoista mieszanka określa jego zachowania. Najszerszym i najbardziej popularnym składnikiem są cechy właściwe wszystkim przedstawicielom psów domowych, wynikające w dużym stopniu z obecnego w każdym z psów dziedzictwa wilka - takiego jak instynkt sfory i poczucie jej hierarchii, instynkt gonienia (i posiadania!) zdobyczy, instynkt obrony - czy to terytorium czy potomstwa i wiele, wiele innych jeszcze cech, właściwych w większym czy mniejszym stopniu wszystkim psom.

Drugim elementem określającym psychikę psa i sprawiającym, że można w pewnym przybliżeniu mówić o 'charakterze typowym dla rasy' jest ukształtowane przez dziesiątki pokoleń dziedzictwo danej rasy, będące w najczystszej formie efektem funkcjonalnym, wynikającym z zadań, jakie człowiek postawił przed przodkami naszego psa. Z jednej strony przez - świadomy lub nie - dobór hodowlany, z drugiej przez warunki środowiska każda rasa nabrała swych cech szczególnych, także psychicznych, pozwalających między innymi wydzielić ją jako rasę właśnie.

Trzecią częścią składową mieszanki określającej charakter psa są jego cechy osobnicze, jego osobowość, będąca wynikiem zebranych przez niego doświadczeń życiowych i predyspozycji psychicznych odziedziczonych po rodzicach.

Wszystkie te elementy wpływają na obraz psychiki psa, przy czym daleko nie w jednakowym stopniu. Specjaliści od zachowań psich skłaniają się bardziej ku tezie, że ich wpływ na charakter konkretnego psa zawiera się mniej więcej w proporcji 6:3:1 Przyjmując taką tezę widać byłoby jak na dłoni, że możliwości kształtowania psychiki, a właściwie pożądanych zachowań to praca ogromnie żmudna i obliczona na całe lata. Nie mamy zbyt dużego wpływu na cechy gatunkowe, jeśli mamy w ogóle jakikolwiek, niewiele też możemy począć z 'cechami rasowymi' - na dobrą sprawę pozostaje nam tylko wychowanie jednego, jedynego psa, a i to możemy zrobić tylko w takim stopniu, w jakim nasze działania pokrywają się ono z efektami i reakcjami z pierwszej i drugiej 'grupy'.

Jeśli zastanawiamy się nad 'charakterem rasy', to w zasadzie zajmujemy się tym, na ile w miarę typowe zachowania psów interesującej nas rasy odbiegają od średniej dla wszystkich psów. Oznacza to w praktyce, że nie ma psów łagodnych, są tylko psy łagodniejsze niż inne, i nie ma psów ostrych, są tylko ostrzejsze od innych. Wszelkie charakterystyki ras są siłą rzeczy odniesieniem do jakieś-tam wyimaginowanej średniej, jakiegoś archetypu zachowania psa. W powiedzeniu, że berneńczyki są tolerancyjne wobec ludzi jest mniej więcej tyle prawdy, co w twierdzeniu, że wszyscy Szwajcarzy to bankowcy. Oczywiście nieprawda, ale przyznać trzeba, że jest wśród nich więcej bankowców niż wśród mieszkańców Górnej Wolty.

I na zakończenie tego przydługiego wstępu: każdy pies ma swoja własną, niepowtarzalną i nieporównywalną z innymi osobowość - i choć teoretycznie 90% jego zachowań i jego psychiki ukształtowane jest w sposób identyczny jak wszystkich innych przedstawicieli tej rasy, to jednak najbardziej zwracamy uwagę, najbardziej zapamiętujemy i najbardziej przywiązujemy się właśnie do owych 10 procent odmienności naszego psa od wszystkich innych. Owe dziesięć procent czyni z niego naszego przyjaciela, bo odróżnia go od innych psów. Oznacza to między innymi, że u dwójki psów nawet blisko ze sobą spokrewnionych mogą występować zupełnie inne zachowania i reakcje, co stawia pod znakiem zapytania wszelkie uogólnienia typu "Berneńczyk kocha dzieci". Zawsze znajdzie się choć jeden berneńczyk, który akurat za dziećmi nie przepada (bo tak ułożyły się jego doświadczenia, budujące jego '10 procent'), ale nie przestanie on przez to być berneńczykiem! Innymi słowy - opisując charakter berneńskiego psa pasterskiego piszę z jednej strony o średniej, z drugiej - o pewnym postulowanym przez wzorzec ideale. Nie znaczy to bynajmniej, że wszystkie podane tu tezy muszą być prawdziwe bez reszty w stosunku do wszystkich berneńczyków na świecie, choć z pewnością będą prawdziwe wobec większości z nich.


*
Charakter berneńskiego psa pasterskiego od początku kształtowania rasy we współczesnym tego słowa rozumieniu, czyli od początków XX wieku był określony dość precyzyjnie. Zacytujmy obszerny fragment z pierwszej quasi-monografii rasy, napisanej w 1914 roku przez samego Alberta Heima:
"Kilka słów ogólnie o cechach charakteru szwajcarskich psów pasterskich.
Ich stosunkowo dawne udomowienie poznać można choćby i z tego, że znacznie łatwiej ułożyć je dla potrzeb domowych czy do pracy przy stadzie niż wiele innych ras. Nie wymagają one żadnej szczególnej tresury by były przydatne człowiekowi. Ich niezachwiana wierność i czujność, najwyższa czujność znane są powszechnie. Wiele z nich wykazuje przy pracy jako obrońca czy stróż dość niezwykłą inteligencję - np. przy prowadzeniu koni, pilnowaniu wozu, rozpoznawaniu dokładnie co jest czyją własnością, pilnowaniu dzieci, strzeżeniu czci niewieściej. Wszystkim im jest w mniejszym czy większym stopniu wrodzona umiejętność pasienia bydła czy poszukiwania zagubionej sztuki odłączonej od stada. By móc ją wykazać, pies potrzebuje jedynie sprzyjającej okazji i przykładu, a nie jakiegokolwiek szkolenia. Przez wiele pokoleń psy te żyły w domach rzeźników, handlarzy bydła, pasterzy, rolników, gdzie nabywały stale tych samych umiejętności, aż w końcu zostały one utrwalone... Wszystkie szwajcarskie psy pasterskie, nawet te największe, są pełne temperamentu, niezmordowanie ruchliwe i wytrzymałe w pracy. Zazwyczaj doskonale umieją chodzić przy nodze lub biec za wozem. Są one, jeśli nie zostaną spaczone w młodości, obojętne wobec drobiu i kotów, nie znają strachu, ale nie są agresywne. Przede wszystkim jednak psy pasterskie są wiernymi, doskonale dopasowującymi się do oczekiwań właściciela, bardzo inteligentnymi, pojętnymi, uczuciowymi i pięknymi psami domowymi. Ten kto je zna osobiście, ten potwierdzi z całym przekonaniem, że w pełni zasługują na swą sławę."
I jeszcze jeden fragment, równie pochlebny - tym razem z listu dr. Scheideggera z Langenthal do Alberta Heima, który prosił weterynarza na co dzień obcującego z psami ze szwajcarskich farm o opisanie ich charakteru: "Prawdziwy dürrbachler we wszystkich swych cechach i z całym swym charakterem wpasował się w krajobraz szwajcarskiej wsi idealnie, jak żadna inna rasa. Jeśli rolnik mówi, ze pies jest 'dobry', to pies musi być czujny i ostry, ale nie gryzący, musi przy wyjściu z domu chodzić przy nodze, przy wozie biec miedzy tylnymi kołami i nie wchodzić w uprawy, bronić pana w sytuacjach tego wymagających, strzec przedmiotów pozostawionych na polu, nie kłusować, zostawiać w spokoju koty i kury i nie włóczyć się. W okolicach podgórskich pies musi być zdolny do pilnowania i zaganiania bydła, zaś w dolinach wyżej ceniony będzie jako siła pociągowa. Warto zauważyć, że wiele psów pasterskich doskonale spełnia wszystkie te wymagania, często bez jakiegokolwiek układania ich w tym kierunku.

Ich czujność jest cechą szczególnie silnie wyrażona, podobnie jak towarzyszenie swemu panu przy nodze, co wiele z nich podejmuje samorzutnie jako swój naturalny obowiązek. Tam, gdzie berneński pies pasterski nie opanował sam z siebie któregoś z punktów powyższego programu, przyswoi je sobie bardzo łatwo przy minimalnej zachęcie. Jeśli jednak wymagać się będzie od dürrbachlera czegoś innego, niż to co jest zawarte w długiej liście jego obowiązków - choćby poddania się szkoleniu do zadań psa policyjnego, aportera czy psa myśliwskiego, to wszelkie wysiłki spełzną na niczym, spotykając się jedynie z pełną niechęcią i brakiem zrozumienia ze strony psa."

Pięknie napisane, prawda? Spróbujmy to jednak określić innymi słowy: po pierwsze berneńczyk jest psem samodzielnym i niezależnym, choć oddanym swemu właścicielowi, po drugie jego zadania są dość rozległe, a przez to w żadnym z nich pies nie jest wąsko wyspecjalizowany, a po trzecie - do szkolenia w tradycyjnym sensie tego słowa, w celu uzyskania posłusznego wykonawcy ludzkich poleceń, berneńczyk się po prostu nie nadaje (a w każdym razie znacznie mniej niż inne rasy jego wielkości).

Zwróćmy jeszcze uwagę na jedno - prof. Heim twierdzi, że berneńczyk musiał być psem udomowionym stosunkowo dawno, gdyż ma wrodzoną chęć współpracy z człowiekiem. Nie wiem, czy świadczy to akurat o dawnej domestyfikacji, ale oznacza to, że w porównaniu z innymi psami jest mniej zależny od cech wspólnych dla wszystkich psów, a nieco bardziej od cech właściwych tylko rasie. Innymi słowy - doświadczenia wyniesione z kontaktów z innymi psami nie są tu w pełni przydatne.

Najważniejsze zatem byłyby cechy psychiczne wynikające z funkcji, jakie dürrbachler i jego następcy wykonywali w swym pierwotnym, naturalnym środowisku - na XIX-wiecznej wsi szwajcarskiej. Wieś ta bardzo różniła się od wsi polskiej, co miało ogromny wpływ na sposób pracy psa.

Po pierwsze - szwajcarskie osady nie były tak zgrupowane jak polskie. Typowe gospodarstwo nie było położone w ciągu domostw, a raczej, podobnie jak farmy w innych regionach podgórskich Europy, w Szkocji czy w Pirenejach, stanowiły pojedyncze zespoły zabudowań: dom mieszkalny, obora i stajnia, spichlerz, stodoła, kurnik, wszystko to należące do jednej rodziny i oddalone czasami o kilka kilometrów od następnego siedliska. Z punktu widzenia psa miało to kilka istotnych znaczeń - po pierwsze gospodarstwo z reguły nie było ogrodzone, nie było podziału na podwórko, ogród, sad, pole i wspólną drogę. Całość okolicy stanowiła własność gospodarstwa, stąd granice rewiru psa były dość umowne i nie były zaznaczane w sposób dla psa i otoczenia oczywisty. Berneńczyk zatem miał do pilnowania - i szerzej, do objęcia swą opieką - teren znacznie większy niż dzisiejsze psy wiejskie w naszym kraju, nie dzieląc go z innymi psami. Oznacza to, miedzy innymi, że zazwyczaj pies nie wiedział, co to łańcuch i buda, do której jest przypięty. W gospodarstwie rzadko było więcej iż jeden-dwa psy, stąd sprawy hierarchii sfory nie były dla przodków berneńczyka tak ważne, a do częstych choćby na wsi mazowieckiej bójek miedzy psami raczej nie dochodziło, bo kontakty miedzy psami z sąsiednich gospodarstw były sporadyczne i z reguły na neutralnym terenie.

Po drugie - cały teren gospodarstwa był niejako równie ważny i pies musiał sam określić, w którym miejscu powinien się teraz znaleźć. Nie mógł natomiast porzucać swego 'miejsca pracy', bo zawsze był do czegoś potrzebny, choćby tylko po to, by pilnować domostwa przez intruzami. (to też powód, dla którego psy te nie mogły zasmakować w kłusownictwie - nie miały na to czasu).

Po trzecie - pies miał stały i nieskrępowany kontakt z innymi zwierzętami domowymi, które także nie były ściśle ograniczane terytorialnie. Nie mógł zatem ganiać kur ani atakować owiec, bo stanowiły one dla niego ruchomy element gospodarstwa.

Po czwarte - pies, z małymi wyjątkami, miał stały kontakt z człowiekiem, i to nie jednym przewodnikiem, a z całą jego rodziną i otoczeniem. Gdy gospodarz szedł w pole, pies mógł iść z nim lub, co częstsze, zostać w siedlisku, kontaktując się cały czas z gospodynią czy dziećmi, a także z parobkami i dziewkami podręcznymi. W zasadzie pies nigdy nie był sam.

Po piąte - dość duży dystans, dzielący poszczególne gospodarstwa, sprawiał, że ewentualny gość był widziany z daleka, czasami poza zasięgiem głosu. Brak wyraźnego ogrodzenia sprawiał, że nie istniała wyraźna granica, która gość musiał przejść, by znaleźć się na terenie poddanym psu. W efekcie pies nie mógł z własnej inicjatywy bronić rzadkim przybyszom wstępu na swój rewir, bo gospodarz mógłby się nigdy nie dowiedzieć o tym, że miał gościa! Pies musiał zaznaczyć swą obecność, ale decyzje o wpuszczeniu do domu musiał podjąć człowiek.

Na dodatek gospodarstwa szwajcarskie w XIX wieku były dość samowystarczalne i nie utrzymywały intensywnych kontaktów, choćby handlowych, z innymi ludźmi. Jedynym produktem sprzedawanym codziennie było mleko, ale zboże czy wełnę sprzedawano raz czy dwa razy w roku, i wtedy wyprawiano się do miasta na zakupy. Domownicy raczej nie opuszczali siedziby poza wyjściem na pole, stąd pies szybko przywykał do zrytualizowanego i stałego rozkładu dnia i tygodnia. Jedyne codzienne wyjścia (choć przyznać trzeba, że nie wszędzie) to wyprawy dzieci do szkoły.

I na koniec uwaga dość istotna - szwajcarscy chłopi nigdy nie byli zbyt rozrzutni i nie utrzymywaliby psa, który nie odpowiada ich wymaganiom. Oznacza to, że do hodowli dopuszczane były jedynie psy bez zarzutu spełniające oczekiwania właściciela, inne po prostu nie dożywały okresu rozrodczego... W efekcie selekcja hodowlana - z punktu widzenia czysto użytkowego - była znacznie ostrzejsza i brutalniejsza niż jakiejkolwiek innej rasy.

Każdy z tych elementów miał bardzo istotne znaczenie dla ukształtowania się psychiki typowej dla berneńskiego psa pasterskiego i choć dziś prawie wszystkie psy tej rasy rodzą się, wychowują i spędzają całe życie w warunkach daleko innych, to funkcje jakie spełniali ich przodkowie nadal w największym stopniu określają zachowania i reakcje berneńczyka.

Oddalenie siedzib ludzkich od siebie sprawiło, że generalnie nie były one ogradzane, i granice miedzy obejściem a otoczeniem były dość umowne. Oznaczało to, miedzy innymi, że pies przez cały dzień mógł swobodnie poruszać się po całym terenie gospodarstwa, a nie tak, jak polskie Burki, od rana do wieczora stać przy budzie na łańcuchu. Rewir dürrbachlera był zatem znacznie większy i pies musiał w pewnym sensie sam sobie wybierać zadania i miejsce ich wykonania, a na dodatek nie było podstaw do wyrobienia w psie agresji. Musiał być na tyle łagodny, by każda część siedliska stała dla niego otworem (no, może z wyłączeniem spichlerza, bo zapasy wędlin mogłyby okazać się pokusą nie do odparcia).

Pilnowanie gospodarstwa oznaczało znacznie większy rewir niż u współczesnych polskich psów wiejskich, a na dodatek rewir ten nie stykał się bezpośrednio z rewirem innego psa - granice między dość odległymi gospodarstwami były z punktu widzenia psa raczej płynne i przedzielone dużym pasem 'ziemi niczyjej'. W efekcie pies nie mógł mieć silnego instynktu terytorialnego, ale raczej skupiał się na pilnowaniu ruchomych części dobytku, wykraczających poza obejście. Wielu miłośników berneńskich psów pasterskich opisuje liczne wypadki, kiedy pies samorzutnie, często bez wiedzy człowieka, podejmował się pilnowania pozostawionych przez pomyłkę przedmiotów. Diane Cochran opisuje - znany przez nią też z relacji, ale bardzo wiarygodnej - przypadek, kiedy pies przez dwa dni pilnował pozostawionego w polu koszyka. Na noc wracał do siedliska, czuwał na podwórku, by rankiem pobiec w pole i warować przy zagubionym przedmiocie. Trzeciego dnia stracił cierpliwość i po prostu przyniósł zagubiony koszyk do domu...

Podobne przypadki opisują i inni właściciele współczesnych berneńskich psów pasterskich - ich psy odmawiały powrotu ze spaceru, póki nie nakłonią kogoś do powrotu i podniesienia zagubionej rękawiczki, samodzielnie aportowały upuszczone klucze czy - co znacznie śmieszniejsze - wyrzuconą jednorazową chusteczkę do nosa. Ta skłonność do pilnowania wywodzi się bezpośrednio z dawnych zadań dürrbachlerów, ale związana jest także z swobodą przemieszczania się psa w swoim rozległym rewirze.

Możliwość swobodnego poruszania się po całym rewirze zaowocowała także jeszcze dwoma innymi przymiotami, które potwierdzają wszyscy właściciele berneńczyków, z reguły nie zauważając, że są to cechy wynikające z dawnych funkcji psa. Po pierwsze - berneńczyk ma doskonałą orientację przestrzenną i pamięć topograficzną: bez najmniejszych kłopotów wróci ta samą drogą z długiego nawet spaceru w nieznanym sobie terenie, a potrafi też 'pójść na skróty', zwłaszcza w terenie podgórskim. Po drugie: berneńczyk nie jest kłusakiem, nie jest niezmordowanym pasterzem owiec i nie jest szybkobiegaczem. Porusza się raczej statecznie, ale jest za to wprost niezmordowany! Przejście 40-50 kilometrów dziennie w niezbyt szybkim jak dla psa tempie ostrego marszu człowieka nie robi na berneńczyku najmniejszego wrażenia i gotów jest iść jeszcze dalej... Oczywiście, mieszkające w miastach i chodzące na spacery do parku, generalnie zatuczone dzisiejsze berneńczyki nie zrobią tego bez wysiłku, ale wszyscy się zgodzą: długim marszem można skatować nawet owczarka niemieckiego, który przywykł do biegania, ale berneńczyka nie sposób.

I kolejna cecha psów wynikająca bezpośrednio z sposobu zasiedlenia jego ojczyzny: berneńczyk nie miał do czynienia z jakimikolwiek drapieżnikami, bo ich nigdy nie znał. Rysie czy wilki, których niedobitki mieszkały jeszcze w XIX-wiecznej Szwajcarii nie zapuszczały się do ludzkich siedzib, bo nie miały po co, łatwiej im było znaleźć pożywienie w lesie. W efekcie berneńczyk nigdy nie musiał nikomu udowadniać swej przewagi fizycznej (z wyjątkiem ewentualnie ludzi), stąd nie jest zbytnio porywczy ani szybki w reakcjach obrończych. Nie było sytuacji, w której od szybkości jego reakcji zależało cokolwiek.

Wielu właścicieli wszystkich czterech ras szwajcarskich psów pasterskich podkreśla ich cechę polegająca na oczekiwaniu na reakcję właściciela w stosunku do nieznanej osoby. Jedną z przyczyn takiego zachowania jest - także! - sposób zasiedlenia XIX-wiecznej Szwajcarii. Pies musiał dozwolić obcemu człowiekowi na porozumienie się, na nawiązanie kontaktu z właścicielem, a nie straszyć go już u granic swego rewiru czy nie wpuszczać go na teren gospodarstwa. W zwartej zabudowie i ogrodzonych płotami podwórkach ujadający u płotu pies zwróci uwagę właściciela, który wyjdzie, by zobaczyć, kto chce wejść na jego teren. W warunkach szwajcarskich farm, kiedy dom od granicy gospodarstwa mogło dzielić kilkaset metrów, szczekanie psa mogło nie zwrócić niczyjej uwagi - stąd pies musiał wpuścić przybysza i towarzyszyć mu, do czasu spotkania właściciela, i dalej postępować w zależności od reakcji człowieka.

Literatura 'bernenologiczna' opisuje liczne przypadki, kiedy to pies postępował dokładnie tak, jak od niego wymagano, co miewało czasami nieprzewidziane następstwa. Otóż pies musiał wpuścić każdego, ale wypuścić - wedle decyzji człowieka. A jeśli właściciela właśnie nie było? We wszystkich monografiach rasy opisane są przypadki, kiedy to niespodziewany gość spędzał na podwórku farmy kilka albo i kilkanaście godzin, bo nie było człowieka, który mógłby polecić psu wypuszczenie przybysza... Każda próba odejścia spotykała się z jednoznacznym, niechętnym warczeniem psa, a konfrontacji ze stanowczym pięćdziesięciokilogramowym nie radziłbym nikomu!

Zadanie 'wpuścić - nie wypuścić bez zgody właściciela' jest wzorcowym zachowaniem psów służbowych, osiąganym w niektórych renomowanych rasach psów stróżujących po długim i starannym szkoleniu. Berneńczyki mają je niejako we krwi.

Warto tu wspomnieć o jeszcze dwóch ubocznych aspektach takiego zachowania - w połączeniu ze wspomnianym już instynktem pilnowania 'ruchomych części gospodarstwa' zasada 'wpuścić - nie wypuścić' oznacza, że nikt nie może próbować zabrać czegokolwiek z rewiru psa lub z rzeczy poddanych jego opiece. Spośród wszystkich zadań obrończych pilnowanie przedmiotu wychodzi berneńczykom najlepiej i jest zachowaniem niejako wrodzonym. Pani Jude Simonds opisuje nawet przysłowiowego 'psa ogrodnika', który nie pozwalał gościom przyjmowanym przy stole w ogrodzie by naleli sobie herbaty pod chwilową nieobecność właściciela, choć jednocześnie nie miał nic przeciwko głaskaniu i drapaniu go...

I ostatnia już cecha zachowania psów uwarunkowana lokalizacją szwajcarskich farm - berneńczyk jest psem dość cichym, a w każdym razie nie szczekającym bez powodu i nie ujadającym bezustannie ani na spacerze na widok innych psów, ani w domu, gdy ktoś zadzwoni do drzwi. Jedno, drugie basowe 'hau' - i spokój, przecież obowiązek powiadomienia właściciela został spełniony. Berneńczyki są psami szczekającymi - oprócz dzwonka do drzwi - tylko w zabawie, jako ponaglające zaproszenie dla człowieka. Praktycznie nie znają popularnego u innych ras szczekania z ekscytacji czy charakterystycznego choćby dla owczarków niemieckich szczekania grożącego.

Nie znaczy to jednak w najmniejszym stopniu, by berneńczyk był psem mało czujnym. Niewiele rzeczy ujdzie jego uwadze, ale rozpoznawanie sygnałów dawanych przez berneńskiego psa pasterskiego wymaga pewnej wprawy: pies porozumiewa się ze swym właścicielem i członkami jego rodziny w sposób zrozumiały dla obu stron, ale nie koniecznie dla innych. Przy okazji - w roli psów czujnych, stróżujących najlepiej sprawdzają się psy dość pobudliwe, raczej niepewne siebie i, powiedzmy wprost, dość histeryczne. Szczekanie jest umiejętnością wytworzoną w procesie udomowienia psa i istnieje koncepcja, że pierwotną funkcją szczekania było jedynie... kontaktowanie się z człowiekiem, który nie rozumiał innych sygnałów wysyłanych przez psa. Pies silny, pewny siebie i zrównoważony nigdy nie będzie zbytnio 'rozszczekany', bo szczekanie - alarmowanie człowieka - nie będzie mu potrzebne, gdyż z większością problemów pies doskonale poradzi sobie sam...

Jak pisałem, dürrbachler był psem bardzo wszechstronnym. Owszem, zajmował się także pasieniem (choć raczej zaganianiem) bydła, ale nie było to jego podstawowa funkcja i raczej nie pasał owiec. W efekcie nigdy nie nabrał charakterystycznego dla psów owczarskich nawyku 'zaganiania stada', przez ciągłe okrążanie go i zbieranie razem. Zachowanie to jest typowe dla niektórych ras (najsilniej wyrażone jest chyba u border collie i owczarków australijskich), co łatwo zaobserwować idąc w grupie kilku osób na spacer w towarzystwie psa. Berneńczyk raczej stara się być 'łącznikiem' miedzy uczestnikami wyprawy, podążając od jednego do drugiego i trącając ich nosem, z zaproszeniem do zabawy. Problem w tym, że repertuar jego zabaw na spacerze jest dość ograniczony i w zasadzie wystarcza pieszczotliwe poklepanie psa - za chwilę podejdzie do drugiej osoby, by zostać pogłaskany lub nagrodzony dobrym słowem, potem do trzeciego i tak da capo al fine. Jest to rodzaj raczej serdecznego meldowania się, apelu niż zaganiania stada. Jeśli ktoś ze spacerujących będzie chciał na moment odłączyć się od grupy, to berneńczyk albo pójdzie z nim, albo za chwilę z jednym acz głośnym szczeknięciem ruszy drogą z powrotem, na poszukiwanie 'zagubionej sztuki' i nie spocznie, póki jej nie odnajdzie.

Podkreślana przez wszystkich miłośników i właścicieli psów tej rasy, od początku jej powstania, wrodzona berneńczykowi chęć współpracy z człowiekiem jest także uwarunkowana dawnymi funkcjami dürrbachlera. Żyjący wraz z ludzką rodziną pies nie mógł by 'psem jednego pana', gdyż przewodnik stada był jednocześnie osoba najczęściej nieobecną. Pies musiał zatem podporządkowywać się bez protestu wszystkich członkom rodziny, a także innym, mieszkającym wraz z nimi osobom. Oznaczało to, że pies musiał doskonale rozróżniać 'swoich' od 'obcych', i tym pierwszym oferować bezwzględne posłuszeństwo, tym drugim zaś - chłodną uwagę. Jeśli jednak przybysz został zaakceptowany przez przewodnika, to automatycznie stawał się 'swój', i pies chętnie przyjmował odeń wyrazy sympatii i akceptacji - głaskanie, pieszczoty i zabawę. Zatem zachowanie się berneńskiego psa pasterskiego wobec ludzi mu nieznanych są dwoiste - z jednej wobec 'obcych' zachowuje uważną, czujną obojętność, z drugiej, wobec 'swoich' jest serdeczny, entuzjastyczny a nawet wylewny. Najważniejszą cechą psa jest błyskawiczne zorientowanie się, do której z tych dwóch grup należy właśnie spotkany człowiek. Właściciele berneńczyków, prowadzący nieduży pensjonat, twierdzą, że ich psy już po dwóch dniach doskonale odróżniały gości od napotkanych w pobliskim mieście przechodniów i wyraźnie odmiennie zachowywały się wobec obu tych grup ludzi.

W efekcie berneńczyki są idealnymi psami rodzinnymi, gładko wchodzącymi w struktury grupy ludzkiej i wyzbytymi jakiejkolwiek agresji wobec 'swoich' ludzi, w tym nawet i małych dzieci. Jak już pisałem agresja wobec obcych wymagała sygnału ze strony człowieka, choć nie oznacza to, że berneńczyk nie nadaje się na psa obronnego. Potrzebuje do tego raczej innego szkolenia.

Większość psów obrończych - pomijając zawodowców, biorących udział w najrozmaitszych zawodach i mistrzostwach obrończych - traktuje atak na pozoranta jak doskonałą zabawę, przy czym, przy stosowanych powszechnie zasadach szkolenia, wcale nie traktuje go jak ataku na człowieka, a tylko spór z człowiekiem o zdobycz - o rękaw pozoranta. Berneńczyk nie widzi powodu, by walczyć o cokolwiek, co nie stanowi ani jego, ani jego pana własności, toteż nie bierze udziału w tej zabawie. Jednak w sytuacji realnego zagrożenia spontanicznie podejmuje działania obrończe, innymi słowy lepiej sprawdza się wobec prawdziwego niebezpieczeństwa niż nawet psy z całym szeregiem tytułów wyszkolenia obrończego. Budowa, siła i bezwzględne przywiązanie berneńskiego psa pasterskiego czynią zeń doskonałego obrońcę, choć nie nadaje się on do jakichkolwiek pokazów czy zawodów: szarpanie się z pozorantem nie sprawia mu przyjemności.

Uwielbia natomiast aportowanie i noszenie w pysku rozmaitych przedmiotów, pod jednym wszakże warunkiem: muszą być związane z właścicielem. Jak pamiętamy z listu dr. Scheideggera, narzekał on na bezsensowne usiłowania zrobienia z dürrbachlera aportera - a mimo to aportowanie berneńczyk ma we krwi! Problem w tym, że aportowanie - przynoszenie zgubionej czy wyrzuconej przez przewodnika rzeczy jest czymś zupełnie innym niż aportowanie - przynoszenie zestrzelonej kaczki, która ani nie pachnie właścicielem, ani nie była jego własnością, a na dodatek niebezpiecznie przypomina zwierzęta domowe, będące absolutnym tabu. Pasja noszenia w pysku czegokolwiek, co tylko będzie dane przez właściciela, to cecha, którą potwierdzą wszyscy właściciele berneńczyków. Wielu z nich wykorzystuje tę słabość swych psów, by każąc im nosić niezbyt ciężkie siatki z zakupami, gazetę lub przynajmniej klucze od domu. Sztuczką, którą najłatwiej nauczyć berneńczyka jest prowadzenie innego psa na smyczy - wystarczy drugi koniec linki podać berneńczykowi do pyska, a można być pewnym, że żaden z psów nie odejdzie od nas na dalej iż o krok!

Skoro jesteśmy już przy współpracy z człowiekiem, trzeba koniecznie powiedzieć o zajęciu, które uchodzi za 'tradycyjnie berneńskie' czyli ciągniecie wózków. Rzeczywiście, psy Helwetów w początkach XX wieku ciągnęły wózki załadowane bańkami z mlekiem (bagatela - taki ładunek potrafił ważyć i ponad półtora cetnara!), ale czyniły to daleko nie wszystkie, a raczej tylko te, którym przyszło mieszkać w dolinach. Wszelkie próby wyprowadzenia powszechnie demonstrowanej przez berneńskie psy pasterskie chęci ciągnięcia wózków czy sanek z przyzwyczajenia się psów do tego 'podstawowego zajęcia' są jednak raczej nadużyciem - dürrbachler nie był tylko zwierzęciem pociągowym, wykonywał te funkcje niejako na uboczu swych podstawowych zadań. Ponieważ jednak od dziesiątków pokoleń używany był początkowo jako pies wszechstronny, a później raczej luksusowy obiekt do towarzystwa, przeto niewiele ma zadań, które mogłyby uchodzić za jego specjalność. Twierdzenie, że berneńczyk 'uwielbia' ciągnąć ciężary i jest do tego wprost urodzony są jedynie projekcją ludzkich oczekiwań i działalnością marketingową niektórych hodowli. Owszem, berneński pies pasterski z przyjemnością będzie bawił się ze swoimi ludźmi w ciągniecie - najchętniej sanek z dziećmi - ale nie jest to funkcja, do jakiej był stworzony. Gdyby było inaczej, to berneńczyki świeciłyby triumfy zarówno w zawodach weight pulling, jak i w konkursach psów zaprzęgowych - a jakoś nie słychać, by tak było... Widok berneńskiego psa pasterskiego z wózkiem jest efektem gorączkowych prób znalezienia dla tego dobrodusznego kilkudziesięciokilogramowego niedźwiedzia jakiegoś zadania, które mogłoby zostać przetransponowane dla potrzeb psa rodzinnego - skoro nie da się zeń zrobić agresywnego stróża, ani aktywnego obrońcy, ani psa sportowego, ani nawet pasterza (bo zawsze znajdzie się jakaś rasa, która będzie w każdej z tych dziedzin odeń lepsza), to odkryto dlań ciągniecie wózków, niczym dla konia dorożkarskiego. Wrócimy jeszcze do tego tematu w rozdziale "Odchowanie młodego berneńczyka", przy omawianiu aktywności ruchowej berneńskiego psa pasterskiego, na razie zapamiętajmy: berneńczyk nie urodził się po to by ciągnąć zaprzęg, jest na to zbyt inteligentny. Może to robić od czasu do czasu, nawet z widoczną przyjemnością, ale nie na tym polega jego sens życia.

Inteligencja tych psów, ukształtowana i rozwijana przez wiele lat w celu pobudzenia w psie samodzielności i chęci współpracy w człowiekiem sprawiła, że, dość pokrętnie, niektórzy hodowcy twierdzą, że są to psy dość dobrze znoszące samotność, mające niewielki instynkt sfory i na tyle samodzielne, że całkiem dobrze mogą znosić kilkugodzinne okresy samotności w zamkniętym mieszkaniu. Nic podobnego! To, że berneńczyk nie ma tendencji do zachowań destrukcyjnych i nie zniszczy nam całego mieszkania za karę, iż zostawiamy go codziennie na 9 godzin samego, nie oznacza, że akceptuje ten stan! Przypomnijmy sobie pierwotne funkcje jego protoplastów - mieli dość duży rewir do strzeżenia, pilnowania, w planach - wyprawy do miasta, do sklepu, z gospodarzem w pole, z gospodynią do ogrodu, z parobkiem przegnanie bydła czy koni, a w końcu owe osławione ciągniecie wózka do mleczarni - pies miał pełne łapy roboty i nie wiedział, co to nuda! Dziś, kiedy ponad 95% berneńskich psów pasterskich rodzi się w hodowlach czysto miejskich i których jedynym zadaniem jest towarzyszenie swemu właścicielowi i wzruszanie otoczenia swą urodą, psy te umierają z nudów. Jednocześnie wiedzą, że nie wolno im buntować się w sposób, który byłby wymierzony przeciwko własności sfory - są przecież jej strażnikiem. Przypomina mi to historię berneńczyka, który często zabierany był przez jednego z domowników za miasto, do stajni, gdzie chłopak jeździł konno, a berneńczyk hasał luzem. Co najmniej dwukrotnie właściciel 'ginął psu', nie wracając na noc i dwukrotnie pies postępował tak samo - zbierał się i wędrował na stację kolejową, by stamtąd jakoś wrócić do domu, choć przecież w ośrodku jeździeckim wciąż było wiele osób. Berneńczyka obchodzą jednak tylko 'jego' ludzie i nasz bohater, całkiem racjonalnie, starał się wrócić tam, gdzie była reszta jego stada. Berneński pies pasterski nie istnieje w oderwaniu od swoich ludzi i wszelka rozłąka z nimi jest dla niego olbrzymią karą.

Na marginesie tej niechęci do samotności - rzeczywiście, berneński pies pasterski nie ma skłonności do ucieczek, jak często zdarza się to psom innych ras. Można ją jednak, niestety, w nim wyrobić. Szczególnie niebezpieczny jest tu wiek pomiędzy ósmym a piętnastym miesiącem życia, gdyż okres pobudzenia hormonalnego związany z gwałtownie osiągniętą dojrzałością płciową jest podwójnie niebezpieczny: z jednej strony pies pchany jest wewnętrznie ku wyprawie w poszukiwaniu partnerki, z drugiej - nie jest jeszcze na tyle związany ze swym 'rewirem' i swymi ludźmi, by móc się powstrzymać od ucieczki. W okresie tym należy szczególnie wiele czasu poświęcać swemu psu, by zbudować z nim silne i przede wszystkim trwałe więzi.

Niechęć do samotności sprawia, że pies ten nie nadaje się także ani do pozostawania wielu godzin samemu w domu, ani też nie sprawdzi się przy trzymaniu go w kojcu. I w jednym, i w drugim wypadku będzie traktował odseparowanie od człowieka jak niezasłużoną karę i będzie cierpiał. Ukształtowany przez dziedzictwo dürrbachlera berneński pies pasterski musi mieć 24 godziny na dobę towarzystwo człowieka (to, miedzy innymi, sprawia, że tak doskonale sprawdza się w roli psa towarzyszącego), a przez 18 godzin na dobę - jakieś zajęcie.

Niestety, zanik wszelkich funkcji użytkowych w rasie tej zaprocentował - w minimalnym odsetku zwierząt, ale jednak - fatalnie. Od czasu do czasu zdarzają się psy tak znudzone wieloletnim nieróbstwem że wyładowujące nadmiary energii w atakach na właściciela. Nie chodzi tu o sprowokowane reakcje samo obrończe, ale o niczym nie spowodowane ataki wymierzone zawsze i tylko w jedną osobę - właściciela. Pierwsi na ten niebezpieczny fenomen zwrócili uwagę Szwajcarzy, potem Niemcy i Francuzi. Brak dotychczas (2003) doniesień na ten temat z Wielkiej Brytanii czy z USA, co wskazywać może, iż jest to jakiś uboczny efekt genetyczny, nie występujący w populacjach stosunkowo wcześnie oddzielonych od linii europejskich. Obok teorii prof. Feddersen-Pettersen, głoszącej iż jest to efekt zaburzeń psychicznych wynikających z braku aktywności (przede wszystkim psychicznej, a dopiero na drugim planie fizycznej) istnieje jeszcze pogląd stricte behawioralny, tłumaczący, że berneńskie psy pasterskie-samce, rzadko bo rzadko, ale jednak bywają psami bardzo silnie dominującymi, które jednocześnie dość długo dorastają i objawiają swą chęć dominacji na tyle późno, że wcześniejsze symptomy zmiany charakteru psa są dla właściciela wprost niezauważalne. Pierwszy widomy objaw chęci dominacji to już otwarty atak: wszelkich wcześniejszych właściciel, przyzwyczajony do słodkiego, rozkosznego misia, po prostu nie zauważa (do teorii tej przyznają się Steve & Duno, autorzy wydanej i w Polsce książki "Wybierz psa dla siebie"). I - na koniec - trzecia koncepcja, głosząca że owa idiopatyczna agresja jest jeszcze jedną spuścizną po PLUTO. Pogląd ten jest na tyle sprzeczny z potocznymi i fachowymi wyobrażeniami o charakterze nowofundlandów, że nikt głośno nie chce się nim kompromitować. Ktoś jednak musi tak twierdzić, choćby po cichu, bo wersja ta powtarzana jest od lat w wielu krajach naszego kontynentu.



--------------------------------------------------------------------------------

Tekst ten jest fragmentem ksiażki pt "Berneński pies pasterski", przygotowywanej do druku przez warszawskie

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »